Jest taki współczesny utwór Johna Cage’a na orkiestrę symfoniczną noszący tytuł „4 minuty 33 sekundy”. Ten tytuł jest jednocześnie określeniem czasu trwania dzieła. Posłuchajcie go w całości (przy dostępie do internetowego YouTube, nie będzie to stanowić problemu), polecam.To, że jesteśmy nieustannie atakowani dźwiękami wydobywającej się niemal na każdym kroku z wszelkich głośników muzyki, jest tak jasne i oczywiste jak estetyka wszędobylskich reklam albo przyzwyczajenie do zapachu własnego potu. Nie drażni, nie przeszkadza. Jest, ale jakby jej nie było, więc niech sobie będzie. Ma być hałas!?Cóż, w przeciwieństwie do naszych innych narządów zmysłu, uszu zamknąć się nie da…Głośniki w telewizorze, w radio, w kinie, w komputerze. Słuchawki w uszach. Muzyka to, czy raczej – prąd? Słuchamy prądu, czyż nie? Słuchamy dźwięku wzbudzeń generowanych przez elektromagnes. One wprowadzają w drgania membranę, a ta powietrze. Ale jak usłyszymy w oddali dźwięk np. prawdziwego akordeonu, albo skrzypiec, akustycznej gitary, albo ludzki śpiew, cóż nam wtedy drga? Czy to nie, aby nasze serce? Stąd zapewne bierze się sentyment do czarnych winylowych płyt, tych tradycyjnych, odtwarzanych dzięki gramofonowej igle.Bo tam dźwięki najbliższe prawdziwym instrumentom? No, a to skrobanie, trzeszczenie i rytmiczne podskakiwanie stalowej igły w misternie zagłębionych cieniutkich rowkach,nie przeszkadza? Wtedy przeważnie nie przeszkadzało. Dziś, w dobie syntetycznego audio lub skompresowanego mp3 audiofile wymieniają nawet gniazdka elektryczne w ścianie.Za niewyobrażalnie wysokie kwoty kupują takie, w których przewodniki elektryczne są wykonane ze szlachetnej stali, by przepuszczany przezeń prąd nie napotykał na jakiekolwiek przeszkody-opory powodujące zakłócanie swobody częstotliwości drgań przesyłanego przezeń prądu.Przypomina mi się moja rozmowa z pewnym perkusistą w latach 70-tych na temat zakupionych przez niego a sprowadzonych z zagranicy membran lub jak kto woli – naciągów na poszczególne bębny zestawu perkusyjnego. Otóż kolega piał z zachwytu nad wydobywanym dzięki nim brzmieniom przypominającym aż do złudzenia dźwięk skóry. Długo nie mogłem wtedy wyjść ze zdumienia, dlaczego zatem nie kupił, o niebo tańszych wówczas naciągów wykonanych wprost ze skóry?
TomGa




